Obejrzane seanse

Księgarnia z marzeniami

24-01-2026

księgarnia z marzeniami

Wielka Brytania, koniec lat 50. XX wieku. Florence Green, wdowa w średnim wieku, przybywa do sennego, nadmorskiego miasteczka w hrabstwie Suffolk, by rozpocząć nowe życie. Kupuje zniszczony budynek i wbrew uprzejmym, lecz stanowczym protestom mieszkańców otwiera pierwszą w okolicy księgarnię. Sprowadza dzieła światowej literatury, m.in. „Lolitę” Vladimira Nabokova czy „451 stopni Fahrenheita” Raya Bradbury’ego, czym wzbudza niepokój lokalnej społeczności i oburzenie wpływowych elit, przekonanych, że książki mogą być niebezpieczne.

Największą przeciwniczką Florence staje się ambitna i wpływowa pani Gamart, która miała wobec budynku własne plany i nie waha się wykorzystać politycznych koneksji, by doprowadzić do zamknięcia księgarni. W tej nierównej walce Florence nie jest jednak sama – zyskuje sympatię i wsparcie tajemniczego, samotnego miłośnika literatury, pana Brundisha, jednego z nielicznych prawdziwych czytelników w miasteczku.

Film w reżyserii Isabel Coixet, oparty na powieści Penelope Fitzgerald z 1978 roku, to subtelny dramat o sile literatury, odwadze bycia wiernym sobie i sprzeciwie wobec skostniałych obyczajów. Z wrażliwością i ciepłem ukazuje miłość do książek oraz cenę, jaką czasem trzeba zapłacić za niezależność i marzenia.

    Recenzje filmu „Księgarnia z marzeniami”

    Zbiggy

    Ostatnie sceny filmu zachęciły mnie do zadania pytania: co dalej? Jeśli uczucia osób, które stanęły w poprzek drogi głównej bohaterki, a teraz odprowadzały ją tylko spojrzeniem… , mogę sobie wyobrazić (ulga, zażenowanie, zadowolenie), to bardziej intrygują mnie myśli; na pożegnanie, samej Florence! Czy można by nakręcić dalszy ciąg opowieści o niej… ? O tym jak podniosła się po tym, „niechcianym” przez innych, jej pobycie w sennym angielskim miasteczku?
    Bo tak naprawdę, wszystko straciła: pieniądze ulokowane w ukochanych książkach, które i tak poszły z dymem, nawet odszkodowanie za nieruchomość, przyjaźń; a może miłość platoniczną w osobie zmarłego wielbiciela literatury… . Ale czy rzeczywiście wszystko?!
    Wierzę w jej piękno duchowe, jej mądre, spoglądające z wielkim ciepłem oczy, roztropność, odwagę postępowania, dobro nie pozbawione jednak trzeźwego spojrzenia na drugiego człowieka, a ponadto w wielką, niekończącą się miłość do książek! Taka mieszanka zawsze wygrywa mimo oporów otoczenia, tylko musi znaleźć swoje miejsce! I ona na pewno je znalazła!!!

    Joanna

    „Księgarnia z marzeniami” to refleksyjny film o miłości do książek i sile marzeń. W świecie zdominowanym przez obraz, skrótowość i natychmiastową gratyfikację przypomina o wartości słowa pisanego, skupienia i powolnego obcowania z myślą. Forma filmu, czyli wolno tocząca się narracja, jest adekwatnym środkiem wyrazu stanowiącym przeciwwagę dla współczesnej kultury wizualnej.

    Film opowiada historię Florence Green, kobiety, która pod koniec lat pięćdziesiątych postanawia otworzyć księgarnię w małym miasteczku. Mocno wierzy w wartość literatury i sens swojego działania, nie zważając na to, że połączenie marzenia i biznesu niekoniecznie musi się powieść. Od początku napotyka sygnały ostrzegawcze, ale pełna nadziei i nieświadoma machinacji otoczenia, uporczywie dąży do zmaterializowania swojej wizji.

    Ciekawą postacią fabuły jest starszy pan, Edmund Brundish, jedyny zagorzały czytelnik tutejszej miejscowości. Stanowi kontrapunkt dla prostoduszności i naiwności głównej bohaterki: trzeźwo myślący, świadomy przywar małomiasteczkowej społeczności, mizantropijny i wycofany. Chowa się przed światem w swojej „wieży z kości słoniowej”. Świat idei jest dla niego ostoją, chroniącą go przed rozczarowaniem i fałszem otoczenia.

    Postawa Florence, marzycielska i nieprzystająca do rzeczywistości, nosi w pewnych aspektach znamiona donkiszoterii, choć bohaterka zmaga się z całkiem realną siłą oporu. Nasuwa mi na myśl skojarzenia z literacką postacią, Emmą Bovary: funkcjonuje bardziej w świecie wyobrażeń niż w realiach prowincji. Jednak w przeciwieństwie do Bovary, podejmuje realne działania, nie ucieka w fantazję ani namiętności. Jej „bovaryzm” zasadza się na naiwnej wierze w moc książek i kultury, mimo ograniczeń świata, który ją otacza. Napotyka przy tym rzeczywistych przeciwników, w tym główną antagonistkę Alice Gamart, która planowała wykorzystać Stary Dom w innym celu niż Florence.

    Ujmujące w filmie jest spotkanie dwóch światów, które reprezentują Florence i Brundish. W obu postaciach dochodzi do swoistego pęknięcia: Brundish wpuszcza Florence do swojego świata, ona zaś pozwala mu, choćby tylko na chwilę, wyjść z izolacji, sama z kolei musi zmierzyć się z rzeczywistością, z którą jej sprzymierzeniec był dobrze obeznany. To wzajemne oddziaływanie pozwala im nadkruszyć swoje dotychczasowe granice. Florence konfrontuje się z nieprzyjaznym światem, Brundish opuszcza bezpieczną przystań. Pozwala im to odnaleźć właściwy środek ciężkości, balansując pomiędzy skrajnościami, które prezentują w odosobnieniu. Konsekwencje tego zetknięcia wkrótce stają się jednak dla Florence bolesną lekcją: jej idea rozmija się z rzeczywistością, a kultywowanie złudzeń okazuje się kosztowne.

    Mimo to film pozostawia iskierkę nadziei: bohaterka nie zmienia realiów prowincji, ale wywiera wpływ na pojedyncze jednostki: zarówno na przebywającego w izolacji Brundisha, jak i na małą, rezolutną dziewczynkę, swoją księgarnianą pomocnicę. W ten sposób pokazuje, że drobne gesty i spotkania mają znaczenie i potrafią zostawić trwały ślad.

    Film jest raczej miłą, spokojną, nastrojową powiastką niż dziełem dla widzów poszukujących intensywnego dramatyzmu czy wymagających intelektualnych wyzwań. Konflikt w filmie nie jest przedstawiony z wysokim natężeniem emocji, a psychologia postaci, zwłaszcza Brundisha, nie została w pełni wykorzystana. Klimat tej produkcji jest surowy – charakteryzuje go oszczędna ścieżka dźwiękowa, wzbogacona jedynie dźwiękami natury i otoczenia, co potęguje poczucie wyciszenia. Narracja filmu przeplatana jest przepięknymi, surowymi krajobrazami, które wzmacniają kontemplacyjny charakter tej opowieści. Zewnętrzny narrator dopowiada pewne treści, co dodaje literackiego sznytu, ale też zastępuje doświadczenie emocjonalne, wskazując widzowi, co ma myśleć. Można ów zabieg rozpatrywać w kategoriach reżyserskiego uproszczenia. Widzowie oczekujący mocnych wrażeń mogą nie być usatysfakcjonowani, natomiast ci ceniący subtelność i wyciszoną atmosferę z pewnością odnajdą się w tej produkcji.

    „Księgarnia z marzeniami” pozostaje więc filmem, który w świecie zdominowanym przez obraz i prędkość broni ciszy, słowa i powolnej refleksji. Nie zmienia rzeczywistości, tak jak nie zmienia jej Florence, ale przypomina, że literatura wciąż potrafi poruszyć pojedynczego człowieka. Tylko tyle – a może aż tyle. Ta historia pokazuje, że wielkie rewolucje są nierealne – zmiany zachodzą w nas samych, w naszej mentalności; to metamorfoza wewnętrzna, powolna, a nie spektakularne działania z rozmachem. Ten motyw uziemia nasze częstokroć wybujałe ambicje zmiany świata.

    Helena

    Jednostka kontra system. Moim zdaniem film smutny, wręcz dołujący. Kobieta pełna pasji, już bliska sukcesu, silna, uczciwa, dobra… Znajduje swoje dobre miejsce w społeczności. Już ma widoki na dobre, spokojne życie w tym małym miasteczku… I świat wali się jej na głowę. Czułam zimno. Przejmujące zimno. To zimno kina potęgowała sytuacja na ekranie. Niemoc bohaterki. Jej bezradność wobec wrogiego otoczenia. Straciła wszystko. Życzliwy jej człowiek przypłacił zaangażowanie życiem. Smutny film. I nawet ta iskierka w postaci małej pomocnicy nie zmieniła mojego smutku. Czym jest człowiek w zetknięciu z systemem?! Ktoś ma możliwości, ktoś musi ulec. A pamiętajmy, że dzieje się to w kraju, w którym człowiek jest wartością. To nie jest kraj totalitarny. Mimo wszystko warto zobaczyć ten film. Ja nie żałuję. Chociaż jeszcze czuję chłód na plecach wspominając porywisty wiatr na ekranie.

Napisz recenzję na temat w/w filmu

...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *