Obejrzane seanse

Niedziele

27-12-2025

„Niedziele” opowiadają historię Ainary, nastolatki stojącej na progu dorosłości, która odkrywa w sobie głębokie powołanie religijne. Decyzja o wstąpieniu do zakonu wywołuje gwałtowną reakcję najbliższych i rozpoczyna serię rodzinnych napięć. W tle pojawiają się konflikty pokoleniowe, rodzinne nieporozumienia, nieprzepracowane traumy, konsekwencje dawnych decyzji i potrzeba miłości, która często pozostaje niewyrażona. Ainara, balansująca między duchowością a codziennymi emocjonalnymi pęknięciami, musi zmierzyć się z próbą bycia „inną” niż oczekuje tego otoczenie i jej najbliżsi.

„Niewygodny” religijny film trafi do polskich kin. „Idzie pod prąd” – Dziennik.pl

„Niedziele” – jeden z najpiękniejszych współczesnych filmów o powołaniu

    Recenzje filmu „Niedziele”

    Piotr

    Niedziele
    To opowieść o młodej dziewczynie – 17 lat, która rozeznaje powołanie do życia
    w zakonie z siostrami klauzurowymi. Akcja dzieje się w północnej Hiszpanii, w kraju Basków.
    Zwróciłem szczególną uwagę na relację dziewczyny z jedną kobietą
    z rodziny. W filmie przeprowadzają one szczerą rozmowę na temat powołania. Bohaterka otwiera przed nią swoje serce i mówi co czuje. Ciocia próbuje nakłonić ją do odłożenia tej decyzji w czasie. Mówi, że powinna najpierw poznać życie, podróżować, doświadczyć czegoś więcej. Jest za młoda na taką decyzję. Po latach, jeśli będzie chciała to może iść do zakonu. Takie jest stanowisko członka rodziny, które otwarcie wyraża.
    Dramat Niedziele pokazuje obraz rodziny owej dziewczyny, która rozeznaje swoją przyszłość. Nie brak u nich trudności i problemów z pracą, mieszkaniem. Pojawia się także kryzys małżeński cioci Ainary. Decyzja młodej dziewczyny dzieli jej rodzinę, jedni chcą ją odwieść od tego zamiaru a inni są mniej lub bardziej obojętni. Jest to trudny czas dla wszystkich. Czas wyborów i decyzji, które wpływają na życie całej rodziny.
    Film jest bardzo ciekawy, dobrze się go ogląda, nie jest myślę odbiegający od rzeczywistości. Pojawia się tu aspekt kulturowy, hiszpański temperament
    i rodzinne zachowania, które mogą być odmienne od tych polskich. Jednak temat powołania jest uniwersalny i warto spojrzeć na tą sprawę swoimi oczami. Film godny polecenia dla szukających odpowiedzi i stawiających pytania.
    Jeśli chodzi o muzykę to interesująca jest piosenka z filmu. Utwór Into my arms Nicka Cave’a pojawia się w filmie i jest śpiewany przez chór. Ainara uczy się wykonania tego utworu razem z chórem. Później również w swoim pokoju śpiewa tę piosenkę.
    Ten utwór może nam wiele wyjaśnić. Zamieszczam znalezione tłumaczenie przez Stanisława Soykę:
    „W moich ramionach”
    Nie wierzę, że ludzkim losem włada Bóg
    Ale wiem, że Ty mocno wierzysz w to
    Ach gdybym też uwierzyć w niego mógł
    Padłbym na kolana by błagać go

    By nie dotykał włosów Twych
    I nie budząc Cię ze snu
    Swą mocą niepojętą
    prowadził Cię aż tu

    Wprost w ramiona me…
    Wprost w ramiona me…

    Nie wierze, że mogą istnieć anioły
    Lecz widząc Cię w niewiarę wątpię swą.
    Ach gdybym wierzył przyleciałyby jak pszczoły
    Bo jak kwiat nektarem wabiłbym je modlitwą

    I anielskich światło świec
    oświeciłoby ciemności
    Byś mogła iść jak święta
    w aureoli mej miłości

    Wprost w ramiona me…
    Wprost w ramiona me…

    Na koniec możemy zadać sobie pytania:
    Kto mógłby zaśpiewać ten utwór? Ktoś z rodziny Ainary? Ciocia? Sama Ainara?

    I pytanie do refleksji: Czy kochamy i pozwalamy innym odejść, iść swoją drogę? Czy chcemy kogoś zatrzymać przy sobie, by być zawsze razem?
    I na koniec:
    Czy Ainara wybierze swoją drogę, a co stanie się z resztą rodziny? W którą stronę pójdą? Zakończenie jest warte zarówno obejrzenia jak i refleksji. Dziękuję!

    Piotr

    Zbigniew

    Nie spodziewałem się, biorąc pod uwagę motyw przewodni filmu; powołanie, i to, do stanu zakonnego… , że wzbudzi on szersze zainteresowanie poza kręgami tzw. „kościelnymi”, jednakże frekwencja bliska 70 – widzów na seansie zastanawia, tym bardziej, że to był pierwszy dzień po Świętach Bożego Narodzenia, i być może powołanie szerzej rozumiane było jednak magnesem przyciągającym do kina … . Odkrycie więc swojego powołania, poza standardowymi typu: ojciec – matka – osoba duchowna – lekarz stomatolog (!), etc… jest, myślę, kluczowym zadaniem, które odczytałem z ekranu. Jeśli jeszcze to zadanie wypełnia się w latach młodości, korzystając z różnych „narzędzi” (jakich?) i trwa się, przy odkrytym, powołaniu do końca życia, to… czapki z głów!!! W przeciwnym razie można „mordować ” się przez całe życie i narzekać na los czyli okoliczności, rodziców, nauczycieli… . W filmie „Niedziele” można podpatrzyć z jakich „narzędzi” korzystała główna bohaterka, Ainara, ale i też przyjrzeć się działaniu bliskich jej osób, które zdecydowanie przeszkadzały jej w podjęciu decyzji niż organizowały warunki komfortu, aby decyzja była trafna, mądra i podjęta z namysłem. Ainara żyje pod presją, ale nie ulega jej, mimo nie dojrzałego wieku. Są to raczej wyważone działania, namysł, modlitwa, podpatrywanie życia zakonnego, które ją intryguje i… wielki spokój (ponoć Bóg buduje na naturze człowieka).
    Czego fabuła filmu może nauczyć… , według mnie; potrzeby gruntownego rozeznania samego powołania, ba… , w ogóle uświadomienia sobie, że każdy z nas jest do „czegoś” powołany, czy to osoba wierząca czy też nie… , bo inaczej można sobie samemu „spaprać” całe życie! Na drugim biegunie: bardzo rozważnie i delikatnie pomagać lub choćby nie przeszkadzać innym w takim rozeznaniu. To sztuka! Ilu lekarzy, adwokatów, etc… , jest tylko dlatego, że ojciec lub matka buli lub są nadal lekarzami… .
    Film rzetelnie zrobiony, bez sztuczności i naiwności, wręcz powiedziałbym; bardzo autentycznie! Wszystkie inne postaci poza Ainarą, zagrane na równym, dobrym poziomie. Wybija się jednak ciotka Ainary, która wydawać by się mogło, jako jedyna chętnie rozmawia z główną bohaterką, chce jakby towarzyszyć jej w procesie szukania odpowiedzi, ale tak naprawdę prawdziwe oblicze pokazuje jednak w ostatniej scenie; wyrzucając z siebie całą złość, zapiekłość, żal i prawdziwe motywacje, które nią kierowały.
    Znalazłem w filmie więcej odpowiedzi niż pytań do mnie kierowanych… .

    Karolina

    „Niedziele” to poruszający dramat o duchowości oraz emocjonalnych konsekwencjach życiowych wyborów, napięciach rodzinnych i potrzebach zrozumienia. Najbardziej uderzyło mnie to, że główna bohaterka miała bardzo ograniczoną komunikację z rodziną i nie potrafiła postawić się w jej sytuacji ani zrozumieć, jak bardzo bliscy martwili się jej poważną decyzją, mającą wpływ na całe jej życie. Moim zdaniem Ainara jest przykładem osoby przechodzącej przez fazę duchowego ego, co sprawiało wrażenie, że traktowała innych z wyższością. Również osoby z zakonu, według mnie, nie wykazały wystarczającego zrozumienia wobec obaw rodziny. To bardzo ciekawy i skłaniający do refleksji film.

    Jerzy S.

    Wspaniałe kino. Piękne religijne przesłanie. cudowne wzruszenia. komentarze na FRONDZIE -> https://www.fronda.pl/a/NASZ-PATRONAT-Niedziele-zachwycaja-widzow-i-krytykow-Film-ktory-nie-daje-o-sobie-zapomniec,250602.html

    Joanna

    „Niedziele” to film mierzący się z tematem trudnym, delikatnym i potencjalnie dramatycznym: decyzją o powołaniu religijnym podejmowaną przez osobę w okresie późnej adolescencji. To historia, która aż prosi się o psychologiczną głębię, napięcie i konfrontację sprzecznych racji. Tym większe jest moje rozczarowanie, że film zamiast wnikać w ten konflikt, wybiera drogę ostrożności, ciszy i niedopowiedzenia, ucieczki pod pozorem refleksji.

    „Niedziele” odebrałam jako film powściągliwy narracyjnie, sprawiający wrażenie rozrzedzonego. Przy niemal dwugodzinnym czasie trwania zabrakło większego zagęszczenia wydarzeń (niekoniecznie zewnętrznych), pytań i wątpliwości, które naturalnie pojawiają się przy tak poważnych kwestiach. Tempo jest wolne, ale nie przekłada się ani na narastanie napięcia, ani na pogłębianie portretu psychologicznego bohaterki i jej rodziny.

    Film podejmuje temat samostanowienia i granic wolności osobistej w trudnym kontekście osoby u progu dorosłości. To wiek, w którym tożsamość wciąż się kształtuje, a życie naznaczone jest niepewnością, brakiem doświadczenia i silną potrzebą przynależności. Dlatego wybór Ainary wydaje mi się tak problematyczny, jednak film nie wykorzystuje w pełni potencjału tej historii.

    Nie jest mi trudno wejść w perspektywę rodziny Ainary, w szczególności jej cioci. Jednocześnie uważam, że film stawia ważne pytanie o granice zaangażowania, ujawniając, jak cienka bywa granica między troską a próbą unieważnienia cudzej wolności, szczególnie wtedy, gdy decyzja drugiego człowieka konfrontuje nas z własnym lękiem, bezradnością i brakiem kontroli nad wydarzeniami. Zaakceptowanie niezależności innych to być może najtrudniejsza próba miłości.

    Największym problemem „Niedziel” jest brak wyraźnego dramatu. Temat powołania religijnego u młodej osoby niesie potencjał konfliktu psychicznego i egzystencjalnego, tymczasem film go konsekwentnie omija. Konflikty rodzinne są ledwie zarysowane, a emocjonalne konsekwencje decyzji bohaterki pozostają pominięte. Portret psychologiczny Ainary jest płytki – widz obserwuje jej decyzje, ale rzadko może zrozumieć jej motywacje. Brakuje dostępu do jej świata wewnętrznego: lęków i sprzeczności. Nikt przecież nie jest monolitem. Film pozostawia widza zdezorientowanym, gdyż nie wie, czy wybór wynika z głębokiej wiary, potrzeby sensu, ucieczki od świata, czy też poszukiwania struktury i poczucia bezpieczeństwa.

    Wątek przedwcześnie zmarłej matki bohaterki nie został w filmie wystarczająco przepracowany. Wobec tego zastanawiam się, czy decyzja o dołączeniu do wspólnoty zakonnic nie jest próbą zaspokojenia potrzeby więzi, opieki, przynależności, a niekoniecznie efektem religijnego powołania. Być może to rana, doświadczenie straty i poczucie pustki popycha ją w stronę świata oferującego porządek, rytuał, sens i zastępczą wspólnotę kobiecą (w tym miejscu rozpala się mój sceptycyzm). Film jednak nie stawia tego pytania wprost.

    W tym kontekście szczególnie zapadła mi w pamięć scena w kościele, jedyna odważna i poruszająca.To moment emocjonalnego pęknięcia, w którym wyczuwam autentyczną tajemnicę i napięcie. Jednocześnie pozostaje niewyjaśniona i osamotniona w narracji. Film do niej nie powraca, nie pogłębia jej. Pytanie: dlaczego dziewczyna zachowała się w ten sposób? – grzęźnie w duszy odbiorcy, bo film nie daje znaczącej sugestii odpowiedzi. Jedyny „gorący” wątek zostaje prędko zgaszony, jakby autor scenariusza obawiał się rozjątrzenia wątpliwości.

    Odbieram „Niedziele” jako film dokonujący psychologicznego uniku. Zamiast wejść w realny konflikt bohaterki – jej stratę, niepewność, ambiwalencję i koszt decyzji – film chowa się za zasłonę milczenia i niedopowiedzenia. Unik uwidacznia się szczególnie w zakończeniu, które odebrałam jako bajkowe, zero-jedynkowe, a więc naiwne: przywdzianie habitu, symboliczne domknięcie drogi, jakby wybór był jednoznaczny i właściwy. Czy to ukoronowanie wolności, czy tylko jej miraż? Brakuje niuansów i ceny decyzji: samotności, wyrzeczeń, konsekwencji. Film kończy się w momencie obietnicy, nie odpowiedzialności za wybór. To, moim zdaniem, przedwczesne zamknięcie drzwi, utworzenie kojącego, sztucznego sensu. To zakończenie przypomina narracyjne „i żyli długo i szczęśliwie” – gest nadmiernie ochraniający, uspokajający, usypiający widza w błogim stanie spełnienia. Jednak dobre kino, podobnie jak dobra książka, rozdrapuje rany, nie bojąc się pozostawić odbiorcy w stanie rozchwiania i niepokoju.

    Mam poczucie, że „Niedziele” zbyt ostrożnie podchodzą do bohaterki, nie poddając jej choćby wątłej analizie. To kino emocjonalnie chłodne i dramaturgicznie zachowawcze. Zamiast prowokować do refleksji, pozostawiło mnie z poczuciem braku satysfakcji. Cisza ma ambicję imitować głębię, w rzeczywistości pozostawia pustkę. Jestem widzem, który nie boi się trudnych pytań, lecz fabuła nie wydobyła ich znacząco na powierzchnię.

Napisz recenzję na temat w/w filmu

...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *